Siedem rodzajów odpoczynku – czyli czego naprawdę potrzebuje twój układ nerwowy?

 

Współcześnie wiele osób doświadcza takiego rodzaju zmęczenia, którego nie da się zniwelować samym snem.

Wstajesz rano, idziesz spać wieczorem, a i tak czujesz, że coś jest nie tak. Że jesteś wypompowana, że brakuje Ci energii na cokolwiek nowego, że gdzieś po drodze zgubiłaś radość z rzeczy, które kiedyś dawały Ci życie.

To nie jest kwestia słabości ani złej organizacji dnia. To kwestia tego, jakiego odpoczynku naprawdę brakuje Twojemu układowi nerwowemu – i jak bardzo wąskie jest nasze dotychczasowe rozumienie słowa „odpoczynek”.

7 rodzajów odpoczynku
Odpoczynek kreatywny – o tym, co dzieje się, gdy piękno znika z życia

Wiele osób żyje w stanie, który można nazwać deficytem odpoczynku kreatywnego, choć rzadko nazywają to po imieniu. Objawia się on bardzo konkretnie: nie pamiętasz kiedy ostatnio czułaś inspirację. Być może przestajesz kochać pracę, którą kiedyś wykonywałaś z prawdziwą pasją. Innowacyjność staje się wysiłkiem, a kreatywność – czymś, co musisz w sobie wymuszać, zamiast pozwalać jej płynąć naturalnie.

Odpoczynek kreatywny to nie jest wolne popołudnie ani weekend bez laptopa. To coś znacznie głębszego: pozwolenie sobie na zauważenie piękna wokół, na zachwyt, i na to, by się tym zainspirować. Być może na poczatku będziesz musiała nauczyć się na nowo, jak doceniać piękno – bo ma ono niezwykłą zdolność do odblokowywania tego, co drzemie w naszym wnętrzu. Może to być piękno natury: kwiaty, drzewa, kontakt z ziemią, praktyki uziemienia, obcowanie z przyrodą w jej najprostszej formie. Może to być też piękno stworzone przez człowieka: eksponat sztuki lub rzemiosła, muzyka, teatr, poezja. Cokolwiek, co zatrzymuje Cię na chwilę w zachwycie.

Kluczowe jest tutaj zrozumienie, że piękno ma swoje miejsce w Twoim życiu – że nie jest luksusem ani stratą czasu, ale prawdziwą potrzebą. Jego obecność utrzymuje nas w stanie wysokiego poziomu ciekawości, refleksji i otwartości. A to jest dokładnie ten stan, z którego rodzi się twórcze myślenie.

Odpoczynek emocjonalny – ciężar, którego nikt nie widzi

Drugi rodzaj odpoczynku, w którym bardzo wiele osób ma poważne braki, to odpoczynek emocjonalny. Większość z nas rozumie, czym jest zdrowie psychiczne, wie, że emocje są ważne – ale nie zawsze zauważamy, jak ogromne jest codzienne obciążenie tym, co można nazwać zawodową pracą emocjonalną.

Czym jest ta praca? To intensywny wysiłek emocjonalny polegający na powstrzymywaniu i kontrolowaniu emocji w imię profesjonalizmu, roli, którą pełnimy, lub po prostu – oczekiwań otoczenia. Wyobraź sobie lekarza pracującego w małym mieście, który od lat zna swoich pacjentów nie tylko z kart chorobowych, ale i z imienia ich psa i dzieci. Kiedy taki pacjent otrzymuje poważną diagnozę o zagrożeniu życia, to nie jest dla tego lekarza obca osoba – to ktoś bliski. Wszystko w nim może chcieć wybuchnąć płaczem, ale pacjent nigdy nie zobaczy łzy w jego oku, bo lata praktyki wytrenowały go do noszenia zawodowego ciężaru emocji bez widocznego śladu.

Z podobnym obciążeniem mierzą się liderzy, którzy muszą zwalniać ludzi i zachowywać przy tym spokojną twarz. Rodzice, którzy nie chcą, by dzieci widziały ich lęk po trudnej diagnozie lekarskiej. Osoby, które są „silnymi typami” i niosą ogromny ładunek emocjonalny, nie mając pojęcia, gdzie go bezpiecznie rozładować. To właśnie ten nagromadzony, nigdzie nierozładowany ciężar staje się jednym z głównych źródeł wyczerpania i poczucia osamotnienia.

Człowiek, układ nerwowy i to, czego potrzebuje

Nawet jeśli nie utożsamiasz się z pojęciem empatii ani nie myślisz o sobie w kategoriach psychologicznych – sam fakt posiadania ludzkiego umysłu wiąże się z konkretnymi wymaganiami. Ten „sprzęt” potrzebuje odnowy. Potrzebuje czasu na regenerację. I to nie jest słabość – to fizjologia.

Temat przestymulowania i jego wpływu na układ nerwowy dopiero zaczyna być szerzej omawiany, ale połączenie, które staje się coraz wyraźniejsze w nauce i praktyce klinicznej, jest fundamentalne: umysł i ciało są ze sobą głęboko powiązane właśnie poprzez układ nerwowy. Kiedy ten układ jest nadmiernie pobudzony – kiedy kortyzol jest wysoko, a ciało pracuje na niskim, stałym poziomie adrenaliny i reakcji „walcz lub uciekaj” – trudno myśleć jasno, spokojnie, z intencją. A to utrudnia dosłownie wszystko: zmianę nawyków, wprowadzanie zdrowszych zachowań, podejmowanie ważnych decyzji. Zamiast tego wiele osób poprzestaje na zaciskaniu zębów, sile woli i uporze – jakby to była jedyna dostępna strategia.

Prawdziwy odpoczynek – rozumiany szeroko – pomaga wejść w fizjologiczny stan relaksu, regeneracji i odpoczynku organizmu, w którym przestaje on działać w trybie kryzysowym. Wówczas obniża się tętno i ciśnienie krwi, wspomagając trawienie, sen oraz regenerację tkanek. Wszystkie obszary układu nerwowego mogą wreszcie „zaczerpnąć oddechu”.

Endorfiny zamiast wypoczynku – pułapka, w którą wpadamy

Zbyt często, zamiast odpoczywać, uczyliśmy się i trenowaliśmy siebie dokładnie w przeciwnym kierunku. Niektórzy mówią wprost: „wydaje mi się, że lepiej funkcjonuję pod presją” albo „lepiej działam, kiedy mam napięty grafik”. W praktyce oznacza to wykorzystywanie naturalnych endorfin jako zastrzyku energii – podobnego do tego, jaki daje kofeina. To nie jest odpoczynek. To jest zastępowanie pustego baku kolejną porcją paliwa, które spala się jeszcze szybciej.

Zmiana zaczyna się od małych kroków. Czy było w tym dniu coś dobrego? Czy jest sposób, żeby nawet w trudnym dniu zauważyć choć jedno dobre wydarzenie i pozwolić sobie na chwilę wdzięczności? Te drobne gesty – choć brzmią niepozornie – zaczynają przestawiać wewnętrzne zwrotnice z powrotem w kierunku spokoju: „Jestem w porządku. Świat jest w porządku. Nadal jest możliwość i nadzieja.”

Odgrywanie roli – kiedy tytuł staje się pułapką

Jest jeszcze jeden wymiar wyczerpania, o którym mówi się rzadko, a który jest niezwykle powszechny – szczególnie w kulturach mocno zorientowanych na sukces i produktywność. Chodzi o zjawisko, które można nazwać odgrywaniem roli. Bardzo silnie utożsamiamy się z rolami, które pełnimy – zwłaszcza zawodowymi. Na pytanie „powiedz coś o sobie” automatycznie odpowiadamy stanowiskiem, działem i nazwą firmy. Przypisujemy ogromną część poczucia własnej wartości do tego, ile jesteśmy w stanie dokonać i co to oznacza dla naszych zewnętrznych tytułów.

Problem pojawia się wtedy, gdy te role przestają nam służyć. Były ważne przez pewien sezon życia, ale nie były przeznaczone na całe życie. Z czasem tytuł zaczyna przypominać pułapkę – miejsce zatrzymania, w którym nie ma już wzrostu, nie ma eksploracji, nie ma nawet możliwości wyobrażenia sobie, że istnieje coś poza samym osiągnięciem. Wiele osób żyje właśnie w takim miejscu – i boi się to przyznać, bo przecież włożyło krew, pot i łzy w dojście tam, gdzie jest.

„Spędziłam połowę życia, pnąc się po szczeblach kariery aby być tu, gdzie jestem jako dyrektorka korporacji . Czy jestem szalona, myśląc, że może jest coś innego, co chciałabym robić?” – to pytanie, które zadaje sobie wiele osób w różnych zawodach i na różnych etapach życia. I odpowiedź brzmi: w większości przypadków – nie. To nie jest kryzys. To jest zew wolności. Kiedy przyglądamy się ludziom przechodzącym przez tzw. kryzysy wieku średniego czy ćwierćwiecza, oni często wcale nie wyglądają na będących w kryzysie. Wyglądają na wolnych – wolnych od ograniczeń, które sami sobie narzucili, wolnych, by znowu eksplorować, kim naprawdę są.

Odpoczynek jako warunek zmiany

Tutaj dotykamy czegoś bardzo ważnego: takie wewnętrzne przewartościowania i życiowe zwroty wymagają zasobów. Wymagają energii. A kiedy funkcjonujemy w stanie wypalenia – działając na resztkach energii wystarczających jedynie na „odrabianie” tego, co już znamy – nie mamy tych zasobów. Zewnętrzny sprzeciw otoczenia („nie mogę uwierzyć, że to wyrzucasz”), własna wewnętrzna ocena i racjonalizacje stają się wtedy nie do udźwignięcia. Nie dlatego, że jesteśmy słabe – ale dlatego, że nasz bak jest pusty.

Dlatego zanim ktokolwiek zrobi duży życiowy krok, musi najpierw wykonać wewnętrzną pracę: uleczyć deficyty odpoczynku, uzdrowić te „zużyte” miejsca. Kiedy zaczniemy dolewać energii tam, gdzie jej naprawdę brakuje – zmienia się nie tylko samopoczucie. Zmienia się sposób reagowania, sposób myślenia, zdolność do wsłuchiwania się w to, czego naprawdę pragniemy. Wszystkie elementy zaczynają się łączyć i działać holistycznie.

Od czego zacząć?

Kluczowe pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: jakiego rodzaju zmęczenie odczuwam? Fizyczne? Emocjonalne? Kreatywne? Społeczne? Sensoryczne? Duchowe? Mentalne? Identyfikacja obszaru, w którym zużyte zostało najwięcej energii, jest punktem wyjścia – bo tam jest największy deficyt i tam właśnie trzeba zacząć „dolewać”.

Siedem rodzajów odpoczynku może być doskonałym narzędziem diagnostycznym, by wskazać od czego zacząć poprawę jakości życia. To podejście pozwala dobrać właściwą „interwencję odpoczynkową” – taką, która faktycznie trafia w sedno Twojego wyczerpania, zamiast stosować coś, co z Twoim konkretnym rodzajem zmęczenia ma niewiele wspólnego. Bo odpoczynek, który nie odpowiada na właściwy deficyt, to trochę jak branie witaminy na złamaną nogę.

Sen to fundament. Ale odpoczynek jest czymś znacznie, znacznie większym.

Ten artykuł nie wyczerpuje tematu, więcej w kolejnych wpisach.